List do Pana Młodego

Autor: Michał Wróblewski, Gatunek: Dramat, Dodano: 16 marca 2014, 10:42:23

List do Pana Młodego

 

1.1

 

Cóż mnie obchodzi zeszłoroczny romans?

Cóż mnie obchodzi zeszłoroczny śnieg? .

Przyjacielu… Cóż to za piękne określenie dla pustosłowia?

Dostałem od Ciebie list i oto się dowiaduję:

 

Zmieniłeś status cywilny? Statkujesz się ? I pytasz się:

O zdrowie, o przychody, o romans.

 

Stary? Nowy? Sam już nie wiem, który…

Odpisać? Nie odpisać? Oto jest pytanie:

 

Już nie hamletyzuję, mam swoją filozofię,

Opiera się ona na jednej, nieskomplikowanej zasadzie:

 

Albo mu odpiszę, będę tego żałował

Albo mu nie odpiszę, też tego będę żałował…

 

 

I jeszcze pisze do mnie, że jestem strasznie uduchowiony,

Chociaż kompletnie brakuje mi wiary…

 

„Estetyczna wartość małżeństwa”…

Nie powiem, ma poczucie humoru…

Ten mój koleżka…

Zatytułować tak list…

Wąż żartowniś z niego…

A z tym uduchowieniem, to ja nie wiem…

To nawet interesujące, ale…

Dawno nie studiowałem teologii…

 

 

1.2

 

Karty… Listy… Dziennik… No jest…

Ale najpierw trochę hazardu…

Ruletka? Nie stać mnie na kasyno.

Poker? Zbyt uczciwa gra.

Teraz jestem sam,

i chociaż przydałby mi się ktoś do gry,

to… nie, bo:

Nie, to nie to…

 

Kiedy jesteś sam, to chcesz być z kimś,

a jak już jesteś z kimś,

to chcesz być z kimś innym;

No chociaż na chwilę, ale:

Nie, to nie to…

 

Jest jeszcze tak, że jak już jesteś z kimś, to:

Myślisz sobie, jak to dobrze być samemu,

I kiedy zostajesz sam ze sobą – zamknięty w pokoju;

To nie możesz wytrzymać tego jednego niebezpieczeństwa…

W końcu wychodzisz na miasto…

I znów: Nie,  to nie to…

 

A kiedy już się rozerwiesz,

I wracasz do siebie smutny,

Bo wychodziłeś wesoły – pamiętasz?

 

No to kto go tam wie?

Do zakochania jeden krok…

 

Wcale nie trzeba go…

Robić jak najprędzej

 

1.3

 

I o tym mam napisać mojemu przyjacielowi?

Kiedy ja go ostatni raz widziałem?

Pamiętam, że było ciepło

Pamiętam, że było gorąco

Kiedy to było?

Wiosną, latem…

 

No tak… Pisze, że byłem wtedy taki zakochany…

Tak, on, czyli przyjaciel, pan młody pisze, że:

Byłem tak bardzo zakochany…

A nawet coś o nowym początku…

Konwersacji? Punkcie zwrotnym?

 

To nawet łatwiejsze niż myślałem,

Bo rozpocząć można w każdym momencie…

O wiele trudniejszą sztuką się zatrzymać?

 

I co ja mam napisać temu mojemu koledze?

Nie martwię się początkiem

Bardziej zastanawiam się nad kropką.

Może mu ją narysuję i wyślę?

 

Nie bój żaby stary,

Bo albo się ożenisz, albo się nie ożenisz,

To tego, i tamtego…

Będziesz żałował…

 

No… A nie mówiłem, że:

To nie to…

 

 

 

1.4

 

Więc co u mnie słychać?

Młodość, młodość, młodość…

Jest jeszcze taka gra:

 

Trafiła kosa na kamień,

A kamień zapakowany w papier

 

Co ja poradzę na to, że  całą młodość budowałem dom dla wariatów,

 a teraz postanowiłem w nim zamieszkać

Oto moje exegium monumentum…

Wydobyłem z niego mój ukryty kształt

 

Czyli jestem już seniorem…

Trochę przechodzony, ale czy już zwariowałem?

Ponoć nie ma nic gorszego na tym świecie,

Niż uświadomić sobie własne szaleństwo…

 

Chociaż jak to napisałeś:

Jest to ból subtelniejszy

Od nieczystego sumienia…

 

Te ostatni potrafią być jednak interesujące…

Więc jak?

Nie napiszę Ci nic?

 

 

 

 

 

 

 

1.5

 

Mam już tego dość.

Nie chce mi się.

 

Melancholia?

Melancholia… jest demonicznym panteizmem…

Melancholia… jest histerią ducha…

 

Nieważne – nie chcę mi się – to nie to…

Nie chcę mi się czytać…

Nie chcę mi się pisać…

 

Mimo wniosków własnych

Wyjdę na miasto

A nawet zaśpiewam:

 

 

Brunetki. Blondynki

Ja wszystkie was dziewczynki

Całować chcę

 

1.6

 

Ech… męczące to śpiewanie

Przyjaciele bywają tacy męczący…

 

A może boję się?

Strzelają przecież na zewnątrz

Co za przerażająca –

Regularnością –

Eksplozja radości..

 

Uciec do przodu?

Wycofać się?

 

Bo jako ptasznika znają mnie

Starzy i młodzi na całym świecie

A tak w ogóle to:

Zwą mnie myśliwym – that’s my name

I lubię swoją nieśmiałość…

 

Moja nieśmiałość…

Ne-u-tra-li-zu-je je…

I wcale nie zamierzam się tym chwalić

 

Nauczył mnie tego sam Wielki Szu

Wtedy ptaszyny chętniej siadają do stołu…

Jakoś chętnie oddają się grze..

 

 

1.7

 

Pojedynek korespondencyjny?

Zgadzam się!

 Tylko proszę Cię o jedno:

Nie moralizuj –

Nie zanudzaj mnie…

 

Dobrze wiesz,

że jest to jedyna rzecz,

której naprawdę się boję…

 

Więc opowiedzieć mu?

Powątpiewam w to…

 

Podobno prawda jest na zewnątrz

Ale już nieraz w to wątpiłem…

 

Spowiednik jest oddzielony kratą…

Nie widzi, tylko słyszy…

I na podstawie tego, co słyszy…

Buduje obraz tego, co widzi…

 

Czy łatwo pogubić się w tym?

Imperium zmysłów…

 

A co u mnie słychać?

Czy znowu wiem:

 

W co się bawić?

 

 

 

 

1.8

 

Może jakiś fetysz?

Nie wiem, czym jest fetysz,

Ale wiem,

Że muszę go mieć cały czas przy sobie

Nie ma na to innej rady…

Nałożyłem go na siebie?

Podoba się?

 

Kim jestem ja?

Może pytaniem?

A kim jest ona?

Tego już nie wiem…

Zapomniałem,

Chociaż pamiętam,

Że odrabiałem lekcje…

Spotkajmy się!

Sprowokujmy przypadek!

 

No, przeklęty przypadku…

Nie zwlekaj…

 

W zielonym płaszczu…

Zielono mi…

Wiosna?

Wszystko kwitnie – także dziewczęta

Szatanie, słodko mi tak…

Jakaż to rozkosz,

Poruszać się w swoim wnętrzu…

 

 

 

 

2.1

 

Dupa! Dupa! Dupa!

 

Jak to ona miała na imię?

Prawdziwe nie zmyślone

 – zmyślone nie prawdziwe

I przypominam tego durnia Humberta,

Jak papuga:

Lo-li-ta…

Lo-li-ta…

 

No tak…

Uczę się ciebie na pamięć

Z zamkniętymi oczami…

Z szeroko zamkniętymi oczami?

 

Nazwa analitycznie bezprzedmiotowa?

Nonsens!

 

A jak to było w moim przypadku?

Lepiej zajrzę do dziennika

Musiałem to sobie zanotować

Przecież tak…

Bardzo się starałem

Jak papuga:

 

„Kor – del – ia”

 

KOR?

DEL?

JA?

 

 

2.2

 

KOR – Komitet Obrony Robotników?

To już było…

 

DEL – taki koncern, komputery chyba?

Raczej wypadłem z obiegu

 

Ja…Zaraz jak to było?

Poniedziałek ja…Wtorek ja…

Ja to tak mało…

A tak mamy niezły trójkąt…

 

Dwaj mężczyźni w jednej k

Czy raczej dwie kobiety w M jeden…

Dwie kobiety pod jednym dachem?

 

Przereklamowana to przyjemność,

Nawet jeśli mówimy o dachu domu publicznego…

 

Słyszałem, że przed okupacją paryski burżuj

Niekiedy zabierał ze sobą małżonkę do burdelu…

I albo kobiety się nie dogadały, bo

Na wstępie jedna pani drugiej pani zapytała,

Dlaczego taka bez kostiumu…

Albo dwie kobiety się ze sobą dogadają,

Zaczną jak to kobiety…trajkotać…

 

Czyli pozostanę wierny mojej podstawowej zasadzie:

To i tego, i tamtego…

Będziesz żałował

 

 

 

2.3

 

Historia paktu i ja:

Kor – del- ia!

 

Kombinuję jak koń pod górę,

Zamiast od razu sobie przypomnieć

O małomównej córce króla Leara:

 

„Ja nic nie powiem

Ja kocham bez słów”

 

Bo to pięknie być zakochanym

Zgadzam się z Tobą całkowicie

Mój Przyjacielu

 

Ale jeszcze piękniej

jest wiedzieć o swoim stanie

 

Bo nie jest sztuką uwieść dziewczynę,

Lecz sztuką jest znaleźć dziewczynę,

Godną uwiedzenia

 

Nie pikantną mężatkę,

Nie zwykłą dzierlatkę,

Lecz małomówną córkę króla

 

Znalazłem ją:

Kor-del-ia..

 

 

 

 

2.4

 

Co zamierzam uczynić z Kornelią?

 

Opowiem Ci zatem,

Z pikantnymi, a także

nużącymi szczegółami:

 

Jak krzyżowały się nasze drogi,

Jak pojawiałem się,

Jak znikałem…

 

Krzyżowały się nasze drogi,

Gdyż zamierzałem uczynić ją wolną

Nie chciałem jej związywać

I jeśli istnieje…

 

Jakaś poręczna metafora

Dajmy na to obrazek,

Na określenie kogoś,

Kim jestem:

 

Przenoszę

Dziewczyny

Na drugi

Brzeg rzeki…

 

Taki ze mnie gentleman!

Cacy facet…Perfect!

 

 

2.5

 

Było nas trzech

W każdym z nas inna krew

Ale jeden prześwięcał nam cel

 

Tak? Nie?

Linia prosta –

Cel

 

A trzy plus jeden

To cztery

 

Namiętność podniesiona do kwadratu

Cztery boki…

Cztery kąty proste…

Zapraszamy do ringu

Zapraszamy do narożników

 

Zaraz będzie…

Mordobicie…

No dalej!

Ia!

Włoski ogierze…

 

Osobliwy to obrazek…

Ale jeden prześwięcał

Nam cel:

 

Gdzieś już to widziałem?

 

 

2.6

 

Niemiecka przypowieść o synu marnotrawnym

W dodatku z podwójną randką:

Marta, Małgorzata, Edward i ja…

 

Ale sam już nie wiem, kto był:

Tutaj doktorem Faustem,

a kto Mefistofelesem…

 

Miłość tego ostatniego nie może być true…

True? No tak…Sad but true…

Bo jakby to powiedzieć…

Edward nie przypomina Fausta,

chociaż bywa trochę nudnawy…

 

Edward również nie przypomina Mefistolesa…

Ani z niego doktor,

Ani uwodziciel

 

A ja?

Przecież nie przyprawię sobie rogów…

 

A z wykształceniem…

To ja mam coraz mniej wspólnego…

 

Więc:

Please take my hand…

 

2.7

 

W jaki sposób dostałem się do zacnego grona?

 

Ciotka!

Ktoś musiał zabawiać ciotkę…

Bo Edward próbował szczęścia z Kordelią…

 

Metodą prób i błędów,

Która jak wiadomo,

Nie jest żadną metodą…

 

Natomiast sposobem ciotki był dekolt…

 

Była mnie ciekawa…

Chwaliła mnie…

 

No i bardzo jej zależało

Na życiu akademickim

 

W niepewnych czasach,

To pewna posada…

 

I tak przebrnąłem z nią…

Wszystkie fakultety…

 

Cóż…

„Gdy miłujemy –

znosimy najstraszniejsze niewygody,

długie marsze, ciężkie noce,

srogie chłody”…

 

 

 

2.8

 

Mój drogi przyjacielu,

Naprawdę jesteś taki naiwny…

 

Na serio sądzisz?

Że zbliżyłbym się do Kordelii,

Polegając jedynie na szczerości i zaufaniu?

 

„Love is battlefield”

A tam wszystkie chwyty

Są dozwolone…

 

Nawet mnie to bawiło,

Że ona nie potrafi mnie rozgryźć…

Właściwie:

Po co tutaj przychodzę?

 

Kształtować miłym paniom:

Zmysł kulturalny

I gust literacki?

 

W towarzystwie prostodusznego Edwarda,

Któremu ponoć napisałem pracę licencjacką?

 

Kiedy? Kiedyś.

Nie rozmawialiśmy przecież o jej temacie

 

Najwidoczniej,

Podobnie jak Ty,

Nie rozumiała mnie…

 

3.1

 

Przenikliwość?

Nie zawsze jest matką przenikliwości…

Otóż wyobraź sobie Przyjacielu,

Że zostaliśmy przyjaciółmi:

Edward i ja..

 

Połączyło nas coś pięknego,

Prawdziwa męska zażyłość…

 

Nie dla przyjemności,

Nie dla korzyści,

Ale dla tych…no…

Ateńskich wieczorów…

 

Czyż Kordelia nie przypominała bogini?

Właśnie…

Cały czas…

Cały czas o niej mówiliśmy…

Jaka ona piękna…

Jaka ona mądra…

Mało mówi…

 

Biedaczysko…

Buzi-buzi …

Zakochał się…

 

Ach!

Westchnę i ja…

Jest coś pięknego w tej dziecinadzie…

 

 

3.2

 

Nieraz Ci mówiłem,

Że komunikacja  jest udanym nieporozumieniem…

Odepchnięciem wzajemnego niezrozumienia…

I tak jest w naszym wypadku…

Nasza zgoda wynika z wzajemnego…

Niezrozumienia…

 

A mój stosunek do Koedelii…

Edwardzie jest…

Czystoduchowy…

(Co w sumie nie jest czymś nijakim,

W stosunku do młodej dziewczyny?)

 

A moja metoda jest wygodna,

to par excellance wygoda…

Bo ktoś,

kto zachowuje się jak kawaler…

Zwłaszcza jak jest starym kawalerem, starym koniem

Wzbudza podejrzenia… Opory…

 

Unikam ich…Najlepiej, jakby mi sami

Powierzali pilnowanie dzierlatki…

 

To dobre, być dobrym kumplem, nie?

Dobra metoda jest zbyt powolna

Wymaga cierpliwości

I opanowania…

 

 

 

 

 

 

3.3

 

Za dnia gadam z ciotką o:

Grantach, stypendiach, wyjazdach zagranicznych…

 

A w nocy:

Nie jestem znów taki Faust

Nie przyjmuję uścisku czarciej łapy…

 

Tylko idę pod okno

Zawyć jak wilk

 

Uwierzysz w taką metamorfozę,

Mój przyjacielu?

 

Nie dbam o to,

Bo ja na nic nie liczę,

I gardzę rozsądkiem,

Podobnie jak dialektyką,

Wspartą rachunkiem prawdopodobieństwa…

 

Bo przeważnie ludzie są

 cnotliwi w dzień,

A grzeszą w nocy, a ja?

 

Co Ci powiem o sobie?

Wyczerpię mą melancholię…

W kolejnym pseudonimie?

 

Przećwiczmy to jeszcze raz!

 

 

3.4

 

Aż tak bardzo zależy Ci na prawdzie?

To powiem Ci szczerze,

Twój list zmęczył mnie…

 

Prawdę mówiąc,

Przypominasz chełpliwego Edwarda,

Edward zagaduje Kornelię,

Edward zanudza mnie…

 

Do tego jeszcze ta strasznie rozmowna ciotka…

Już dawno stamtąd bym uciekł,

Gdyby nie Kordelia,

Która dla zabawy,

Podsłuchuje,

Podpatruje;

Ciotkę i mnie…

 

A Edward ciągle gada, nie doceniając nieśmiałości

A ciotka powtarza mi co do joty, czego się nasłuchała:

O grantach, o stypendiach,

O projektach, o wyjazdach…

 

Nadziwić się nie może,

Że nigdzie nie wyjechałem,

Że właściwie…

 

Nic nie robię

Nic konkretnego

Ani niekonkretnego

 

 

 

3.5

 

Z tego wszystkiego zatroszczyłem się o Edwarda

Najwyraźniej brakuje mu równowagi,

Nie kroczy drogą środka…

 

Dla Kordelii, to on zbyt gadatliwy,

Nie słucha – nadaje…

A przy mnie,

To niby taki skromny.

Czyż skromność nie zawsze jest fałszywa?

 

Ale Edward się stara,

Jak nasz reprezentacja,

Czasami kupi nowy frak,

Połknie jakiś kij czasem;

 

Dziękuje,

Dziękuje mi,

Wręcz mnie adoruje….

 

Przywiązany?

Dowody jego wdzięczności są wręcz niesmaczne

 

Dla dziewczyny, to tyle, co być asystentem asystenta…

On zawsze może liczyć na awans poziomy,

Bo każdy nieudacznik zasługuje na drugą szansę,

 

Ale u innej kobiety

 

 

3.6

 

Powoli przechodzę do działań zaczepnych,

Wkładam w kij w mrowisko,

Rzucam ironiczną uwagę…

 

Na temat ludzi:

Lenistwa, tchórzostwa, hipokryzji!

 

To wystarczy, aby wzbudzić uczucie niedosytu,

A co za tym idzie,

Umiarkowane zainteresowanie…

 

A mi powoli brakuje umiaru…

Tracę swą równowagę

Nieraz ich śledziłem;

Nie Edwarda, ale Kornelię…

 

Sam z siebie szydziłem,

Wszczynając te obserwacje,

 

Bo jeśli bym ich zaprzestał,

To bym żałował,

A jeśli by me nada kontynuował,

To bym także żałował…

 

Zostałem poniekąd zmuszony

Do szukania prawdy

 

Dlatego można kochać wiele jednocześnie…Każdą inaczej…

 

Bo kochać jedną to za mało..

Wszystkie? Lekkomyślność…

 

3.7

 

I cóż takiego odkryłem?

Do jakich wniosków doszedłem?

 

Musze pozbyć się Edwarda!

Posuwa się za daleko!

Moja cierpliwość już się nie opłacać!

 

Jeszcze jej coś wyzna?

Jeszcze czymś ją poczęstuje?

I co z tego?

 

Pewnie dostanie kosza,

Wyłga się jak wiejska przekupa:

„Oj tam, oj tam” –

A Kordelia w końcu się przejmie –

Wzruszy…

 

Jeszcze sama się oświadczy –

Te nowoczesne kobiety

Jak tu z nimi cokolwiek planować?

No normalnie dramat!

 

Dlatego postanowiłem wziąć sprawy

W swoje lewe ręce

Zaskoczyć uroczą Kornelię,

 

Sponiewierać wiernego psa…

 

 

 

 

 

3.8

 

To był istny Blitzkrieg!

Ubrałem kapelusz.

Zdjąłem kapelusz

 

Nastroiłem głos

Wykręciłem z oczka łezkę…

Zbliżyłem się do niej…

 

Ona mnie wzięła za marzyciela…

A nad marzycielem ona posiada przewagę…

 A ona lubi mieć przewagę,

więc lubi marzyciela

 

Nie potrzebuje do niego wysokich obcasów.

Uśmiechnęła się z wyższością,

Poszła sobie dalej…

 

Kilka dni później spotkałem ją znowu,

Zaśmiała się…

Cierpliwość jest jednak znakomitą cnotą…

Bo kto się śmieje ostatni, ten się śmieje najlepiej…

 

Powiedziałem Edwardowi, że zakochałem się…

Edward powiedział Kordelii, a ja Kordelii:

Po raz pierwszy w życiu oświadczyłem się,

To coś innego niż wyznawać miłość,

Dlatego musiałem parokrotnie przetrenować ten wariant;

Byłem konwencjonalny do bólu

- skuteczny

 

 

 

4.1

 

No to kochanie mamy związek!

Tak, to prawda

Związałem się…

 

Długo się nad tym nie zastanawiała…

Jest w końcu kobietą

- młodą kobietą…

 

Młodą do tego stopnia,

Że jestem gotowy uwierzyć w jej dziewictwo…

 

Naiwność!

Już prawie zapomniałem:

Kim jesteśmy?

Ja jestem pytaniem

- ona odpowiedzią

 

Wybrała mnie,

Ale nie o tak sobie:

Musiałem się postarać

- trzy – cztery miesiące

- a nawet uklęknąć

w odpowiednim momencie

 

A podobno mężczyzna jest silniejszy

Jak zwycięzca od zwyciężonego

Ale w pewnym sensie

Znaczy o wiele mniej

 

 

 

 

4.2

 

Na przykład Edward…

To poniżające dostać kosza…

 

Chciał uczynić partnerkę wolną,

A nawet nie trzymał jej w ręku..

 

Nie miał nawet sposobności doznać upokorzenia,

We właściwym znaczeniu tego słowa;

I na tym polega ironia jego położenia

 

Przez trzy dni wił się ze wściekłości

I z tego opuszczenia zapuścił brodę…

 

Ale nie obawiam się jego szczeciny,

Nigdy nie zamierzałem się z nim całować

 

Edward chce koniecznie przemówić ludzkim głosem

Chyba tydzień temu mieliśmy wigilię?

 

Naprawdę sądzisz,

Że doczekasz się

Odmownej odpowiedzi

Na piśmie

 

Mój Przyjacielu?

 

Pięknie grać rolę mentora…

Zarówno w stosunku do dziewcząt

Jak i do młodych chłopców

 

 

 

4.3

 

Mój Przyjacielu,

gratuluję – ożeniłeś się

 

A ja zrobiłem coś bardziej zabawnego,

A mianowicie zaręczyłem się.

 

Małżeństwo posiada niewygodny sens.

Natomiast narzeczeństwo to czysty nonsens,

 

To wyłącznie wymyślony przez ludzi wynalazek,

Niewiele przynoszący chluby wynalazcy…

 

A dziewczyna przecież kocha tylko raz..

 

A najzabawniejsze jest to,

Że po szturmie zaręczynowym..

 

Posiadam ją,

Aczkolwiek nigdy jej nie zdobyłem…

 

Na razie unikam rozmów,

One znacznie komplikują relacje

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

4.4

 

Właśnie…

To była nasza pierwsza kłótnia…

 

Ratowałem się ucieczką…

Nauczyłem ją zwyciężać mnie…

 

Nauczyłem ją prześladować mnie

- mea culpa

 

Cofam się…

I dzięki

Mojemu odwrotowi

Ona rozpoznaje

 wszystkie moce miłości:

od cichych tęsknot

do wybuchów złości

 

W taki sposób Kordelia nabierze odwagi,

Wierząc w potęgę miłości

 

Popracuję trochę nad Nią,

Uczynię ją wolną.

A kiedy zechce ze mną zerwać,

To zacznie się nowy spór:

 

Pierwsza wojna,

Jest wyzwoleńcza – zabawka

Wojna kontynuacyjna,

To walka na śmierć i życie

 

 

 

4.5

 

A ty mnie się pytasz:

 

 Czy kocham Kordelię?

Ale czy kocham Kornelię:

Szczerze? Wiernie?

„Tak, tak, tak!”

- trzy razy tak!

Czego chcieć więcej?

 

Przecież ją kocham,

W estetycznym znaczeniu tego słowa,

a to przecież coś znaczy,

Mój Drogi Kolego

 

Bo co by to było,

Gdyby ona trafiła w ręce wiernego osła,

Na przykład Pana Młodego?

 

Nic,

I z niej by się zrobiło nic,

A tak jest coś więcej

I sama uczciwość nie wystarczy,

Aby mieć to więcej

 

A ja mam to więcej,

I to jest obłuda

 

Czyż nie jest ona hołdem,

Złożonym przez występek cnocie?

 

 

 

4.6

 

Zrobiłem z tego narzeczeństwa

Laboratorium miłości

 

Cóż…

 

Każdy bokser zaczyna karierę sportową

Od obijania worka treningowego,

 

Więc biłem w nią mocno,

Ale nie zostawiałem siniaków

 

Czy mógłbym być zatem zazdrosny o Kordelię?

Tak!

 

Dopytasz pewnie złośliwie

- w estetycznym znaczeniu tego słowa?

 

Pewnie nawet pobiłbym tego innego,

 

Ale czy ta skłonność

 do uderzeń,

czyni mnie od razu Pigmalionem?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

4.7

 

A przygotowałem dla niej specjalny numer

 

Przestałem ją traktować poważnie,

Miałem ją w dupie

 

Nie miałem dla niej umysłu,

Nie miałem dla niej zmysłów…

Ani oka, ani ucha, ani nosa, ani ręki, ani języka, ani…

 

Byłem jakiś dla niesamowicie nieswój…Dziwny…Niesamowity…

Kordelia  musi to sobie gruntownie przemyśleć…

Wstrząśnięta, nie zmieszana, nie wybucha od razu

 

Nie potrafi powiedzieć wszystkiego za jednym razem

Niepokój wzrasta, Pokarm erotyczny wyczerpuje się

- wysłać mu ten list?

 

I opisywać, że zgubiła pojęcie:

O małżeństwie, o rzeczywistości,

Ale nie ma się czego lękać,

Gdyż rzeczywistość

Po większej części nie istnieje

 

A to już jest jakaś odmiana

I to się dla mnie liczy…

 

 

 

 

 

 

 

4.8

 

Kordelia jest moja…

Kordelia idzie w moje ślady

 

Nie mówię nic nikomu,

Tę tajemnice zachowuje

Wyłącznie dla siebie

 

Zmęczyła się,

Narzeczeństwo zmęczyło mnie,

Wkrótce pryśnie wstęga narzeczeństwa,

Nie zerwę jej

 

Gdybym to zrobił ja,

To wymknęłoby mi się

Ostateczne rozwiązanie

 

A poza tym jestem samotnikiem – katem,

Liczę się z reputacją

 

A podobno król bez ziemi jest śmieszną figurą,

Jak Napoleon Bonaparte na wyspie świętej Heleny

Podobno jego żołnierze

Podczas wielkiego, mroźnego odwrotu

 

Podrzucali do góry amputowanymi kończynami

Krzyczeli:

 

„L’vive amour!”

 

„Niech żyje imperator!”

 

 

5.1

 

Umarł król? Niech żyje król!

 

Pryska wstęga narzeczeństwa,

A ściślej rzecz ujmując,

Kordelia zrywa ze mną

 

(Moje życie legło w gruzach,

A mi tylko koleżanki w głowie)

 

Ale najważniejsze,

Że ona jest przeciwna narzeczeństwu

- przejadło jej się

 

Podobnie jak małżeństwo,

Które jest zalegalizowanym niewolnictwem

Lub domem spokojnej starości

 

Kobieto, młoda kobieto, kimże jesteś?

 

Filozof odpowiedziałby, że bytem dla innego,

Czyli kimś dla kogoś,

A także wiernego osła

 

 

A przyjemność nie wynika z tego,

Co mi sprawia przyjemność,

Ale na spełnieniu mojej woli

 

 

 

 

 

 

 

 

5.2

 

Wolę jednak skupić się na czymś konkretnym

Wyobrazić sobie Kordelię

W najbardziej uwodzicielskiej chwili pod słońcem

 

Dzień weselny, biały welon,

Ona klęka przed spowiednikiem

 

Spowiada się chyba z samego szacunku dla spowiednika

 

Znacie ten dowcip?

Puść się jeszcze raz dziewczyno,

Bo mi pokuta w ułamkach wychodzi…

 

Cóż innego mogłoby ją do tego skłonić?

Jakaś zagadka?

 

A może wiele tajemnic?

A tylko jedno rozwiązanie

Mam to słowo na końcu języka:

Zwie się ono brzemiennością

 

Ale jak już powiedziałem:

Albo się ożenisz,

Albo się nie ożenisz,

To i tego,

I tamtego

Będziesz żałował

 

Podobnie z dzieciakami…

 

 

 

5.3

 

W końcu pół roku już minęło,

W tym dziewięć i pół tygodnia…

 

Kordelia bardzo mnie zajmuje,

Ale pragnę odmłodzenia:

 

Dlaczego dziewczyny są takie piękne?

Dlaczego trwa to tak krótko?

 

Bo wiosną najłatwiej się zakochać,

Jesienią najlepiej osiągnąć cel

 

A mój pakt z estetyką?

Czy dochowałem mu wierności?

Wierny, mierny, bierny,

Bo to silniejsze ode mnie?

 

Ale nie jestem bynajmniej francuskim baronem

Na usługach okrutnej dominy

 

Mój sekret uczynił mnie silniejszym od Samsona

Nie jestem może siłaczem, ale o wiele trudniej mnie trafić

 

Nie spowiadam się przyjacielowi,

Wolę porozmawiać z Dianą

 

 

 

 

 

 

5.4

 

To ona zawsze była moim ideałem

Czyste dziewictwo,

Absolutna niezależność –

Bardzo mnie zajmowały

 

Ale, że bardzo się Nią interesowałem,

To  zerknąłem na Nią z ukosa

 

Podobno jej dziewictwo, to świadomy wybór

Dobrze wiedziała jak ciężko poród zniosła Leto

 

Nie potępiam Diany za to,

Ale powtarzam za Eurypidesem:

 

„Wolę trzy razy pójść na wojnę,

Niż raz urodzić dziecko”

 

Nie chodzi mi tu o podpatrywanie,

Lecz o zadawanie pytań

 

Nie zakochałem się,

Raczej w niej widzę kompankę do żartów

 

Nie śmiałbym jednak

Umówić się z Nią na randkę:

 

Co bogini, to bogini

 

 

 

 

 

5.5

 

Miałem ideę po swojej stronie

Ofiarowałem się idei,

Co mnie uodporniło na pokusy

 

Dlatego uważam,

Że wszystko to,

Co uczyniłem było interesujące,

Chociaż

Nie było w tym nic interesującego

 

Tyle tylko,

Że pozory zewnętrzne

Były sprzeczności z życiem wewnętrznym

 

Gdybym teraz się z Nią związał w sposób tajemny,

To byłoby to tylko interesujące

W pierwotnym znaczeniu tego słowa

 

A przecież to,

Co robię,

Jest interesujące,

Co najmniej do drugiej potęgi

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

5.6

 

Czy już rozumiesz przyjacielu?

Dlaczego nie poinformowałem Ciebie o mojej przewrotności?

 

Uzależniłem Kordelię nie od siebie,

Lecz od wolności

 

Ona zerwała ze mną,

I tak powinno być,

Taka najwidoczniej jest forma

Najbardziej interesujących momentów

 

No, ale uciekaj

I niedługo ukryje się wraz z Tobą

W przestrzeni samotności

 

Jakże mogłem dopuścić do sytuacji,

W której wmieszało się miedzy nami

Coś zewnętrznego; coś zbędnego?

 

Twoja wolność polega na tym, że jesteś moja!

A moja wolność na tym, że jestem Twój!

 

Tak oto mija czas miłości

Nikt nie pyta przecież nikogo

o plany na przyszłość

 

Futurologia jest taka nieestetyczna

 

 

 

 

 

 

 

5.7

 

No bo co kocha miłość?

Nieskończoności!

 

Czego obawia się miłość? Ograniczeń…

Ogrodu, nawet koncentracyjnego

 

A w każdym ogrodzie znajdzie się miejsce

I dla węża, i dla czerwa

 

Tego się lękasz Kordelio?

Nie wiesz, że jak będziemy razem

 

Będziemy silni, silniejsi niż bogowie

Drzwi otwarte na oścież, zostawią ją tam samą

Byt dla innego uczynię bytem dla siebie?

 

Czyżby najtrudniejsza droga wiodła przez otwarte drzwi?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

5.8

 

Silent night… Wszystko śpi – tylko miłość czuwa…

Jej rozwój… Moje dzieło…Mój pakt

 

Nie zrozumiesz Panie Młody sztafety

Dlaczego taka noc nie może się przedłużyć?

 

Ale wszystko minęło, nie chcę więcej nic wiedzieć,

Bo kiedy dziewczyna oddaje wszystko, staje się niczym

- żaden opór już nie jest teraz możliwy

 

A miłość jest możliwa dopóki opór istnieje

A kiedy ustał, wszystko staje się pustką i słabością

Nie chcę nawet pamiętać, co nas łączyło

 

Nie będę z Nią żegnał, babskie łzy

 To wszystko odmienia, ale nic nie znaczy…

Kochałem ją, a to przecież coś znaczy,

ale od tej chwili nie będzie Kordelia mnie zajmować

 

Nie ma we mnie namiętności

Nie dlatego, że jej nie posiadam

Lecz dlatego, że posiadam jej przeciwieństwo

Nie mam też na nic czasu

Nie dlatego, że jestem zajęty, lecz dlatego

Iż nie dysponuje zarówno sobą samym,

Jak i przeznaczonym mi czasem

Jestem bezsilny, nie dlatego, że brakuje mi sił,

Lecz że własna siła czyni mnie bezsilnym

 

 

 

 

List do Pana Młodego

 

1.1

 

Cóż mnie obchodzi zeszłoroczny romans?

Cóż mnie obchodzi zeszłoroczny śnieg? .

Przyjacielu… Cóż to za piękne określenie dla pustosłowia?

Dostałem od Ciebie list i oto się dowiaduję:

 

Zmieniłeś status cywilny? Statkujesz się ? I pytasz się:

O zdrowie, o przychody, o romans.

 

Stary? Nowy? Sam już nie wiem, który…

Odpisać? Nie odpisać? Oto jest pytanie:

 

Już nie hamletyzuję, mam swoją filozofię,

Opiera się ona na jednej, nieskomplikowanej zasadzie:

 

Albo mu odpiszę, będę tego żałował

Albo mu nie odpiszę, też tego będę żałował…

 

 

I jeszcze pisze do mnie, że jestem strasznie uduchowiony,

Chociaż kompletnie brakuje mi wiary…

 

„Estetyczna wartość małżeństwa”…

Nie powiem, ma poczucie humoru…

Ten mój koleżka…

Zatytułować tak list…

Wąż żartowniś z niego…

A z tym uduchowieniem, to ja nie wiem…

To nawet interesujące, ale…

Dawno nie studiowałem teologii…

 

 

1.2

 

Karty… Listy… Dziennik… No jest…

Ale najpierw trochę hazardu…

Ruletka? Nie stać mnie na kasyno.

Poker? Zbyt uczciwa gra.

Teraz jestem sam,

i chociaż przydałby mi się ktoś do gry,

to… nie, bo:

Nie, to nie to…

 

Kiedy jesteś sam, to chcesz być z kimś,

a jak już jesteś z kimś,

to chcesz być z kimś innym;

No chociaż na chwilę, ale:

Nie, to nie to…

 

Jest jeszcze tak, że jak już jesteś z kimś, to:

Myślisz sobie, jak to dobrze być samemu,

I kiedy zostajesz sam ze sobą – zamknięty w pokoju;

To nie możesz wytrzymać tego jednego niebezpieczeństwa…

W końcu wychodzisz na miasto…

I znów: Nie,  to nie to…

 

A kiedy już się rozerwiesz,

I wracasz do siebie smutny,

Bo wychodziłeś wesoły – pamiętasz?

 

No to kto go tam wie?

Do zakochania jeden krok…

 

Wcale nie trzeba go…

Robić jak najprędzej

 

1.3

 

I o tym mam napisać mojemu przyjacielowi?

Kiedy ja go ostatni raz widziałem?

Pamiętam, że było ciepło

Pamiętam, że było gorąco

Kiedy to było?

Wiosną, latem…

 

No tak… Pisze, że byłem wtedy taki zakochany…

Tak, on, czyli przyjaciel, pan młody pisze, że:

Byłem tak bardzo zakochany…

A nawet coś o nowym początku…

Konwersacji? Punkcie zwrotnym?

 

To nawet łatwiejsze niż myślałem,

Bo rozpocząć można w każdym momencie…

O wiele trudniejszą sztuką się zatrzymać?

 

I co ja mam napisać temu mojemu koledze?

Nie martwię się początkiem

Bardziej zastanawiam się nad kropką.

Może mu ją narysuję i wyślę?

 

Nie bój żaby stary,

Bo albo się ożenisz, albo się nie ożenisz,

To tego, i tamtego…

Będziesz żałował…

 

No… A nie mówiłem, że:

To nie to…

 

 

 

1.4

 

Więc co u mnie słychać?

Młodość, młodość, młodość…

Jest jeszcze taka gra:

 

Trafiła kosa na kamień,

A kamień zapakowany w papier

 

Co ja poradzę na to, że  całą młodość budowałem dom dla wariatów,

 a teraz postanowiłem w nim zamieszkać

Oto moje exegium monumentum…

Wydobyłem z niego mój ukryty kształt

 

Czyli jestem już seniorem…

Trochę przechodzony, ale czy już zwariowałem?

Ponoć nie ma nic gorszego na tym świecie,

Niż uświadomić sobie własne szaleństwo…

 

Chociaż jak to napisałeś:

Jest to ból subtelniejszy

Od nieczystego sumienia…

 

Te ostatni potrafią być jednak interesujące…

Więc jak?

Nie napiszę Ci nic?

 

 

 

 

 

 

 

1.5

 

Mam już tego dość.

Nie chce mi się.

 

Melancholia?

Melancholia… jest demonicznym panteizmem…

Melancholia… jest histerią ducha…

 

Nieważne – nie chcę mi się – to nie to…

Nie chcę mi się czytać…

Nie chcę mi się pisać…

 

Mimo wniosków własnych

Wyjdę na miasto

A nawet zaśpiewam:

 

 

Brunetki. Blondynki

Ja wszystkie was dziewczynki

Całować chcę

 

1.6

 

Ech… męczące to śpiewanie

Przyjaciele bywają tacy męczący…

 

A może boję się?

Strzelają przecież na zewnątrz

Co za przerażająca –

Regularnością –

Eksplozja radości..

 

Uciec do przodu?

Wycofać się?

 

Bo jako ptasznika znają mnie

Starzy i młodzi na całym świecie

A tak w ogóle to:

Zwą mnie myśliwym – that’s my name

I lubię swoją nieśmiałość…

 

Moja nieśmiałość…

Ne-u-tra-li-zu-je je…

I wcale nie zamierzam się tym chwalić

 

Nauczył mnie tego sam Wielki Szu

Wtedy ptaszyny chętniej siadają do stołu…

Jakoś chętnie oddają się grze..

 

 

1.7

 

Pojedynek korespondencyjny?

Zgadzam się!

 Tylko proszę Cię o jedno:

Nie moralizuj –

Nie zanudzaj mnie…

 

Dobrze wiesz,

że jest to jedyna rzecz,

której naprawdę się boję…

 

Więc opowiedzieć mu?

Powątpiewam w to…

 

Podobno prawda jest na zewnątrz

Ale już nieraz w to wątpiłem…

 

Spowiednik jest oddzielony kratą…

Nie widzi, tylko słyszy…

I na podstawie tego, co słyszy…

Buduje obraz tego, co widzi…

 

Czy łatwo pogubić się w tym?

Imperium zmysłów…

 

A co u mnie słychać?

Czy znowu wiem:

 

W co się bawić?

 

 

 

 

1.8

 

Może jakiś fetysz?

Nie wiem, czym jest fetysz,

Ale wiem,

Że muszę go mieć cały czas przy sobie

Nie ma na to innej rady…

Nałożyłem go na siebie?

Podoba się?

 

Kim jestem ja?

Może pytaniem?

A kim jest ona?

Tego już nie wiem…

Zapomniałem,

Chociaż pamiętam,

Że odrabiałem lekcje…

Spotkajmy się!

Sprowokujmy przypadek!

 

No, przeklęty przypadku…

Nie zwlekaj…

 

W zielonym płaszczu…

Zielono mi…

Wiosna?

Wszystko kwitnie – także dziewczęta

Szatanie, słodko mi tak…

Jakaż to rozkosz,

Poruszać się w swoim wnętrzu…

 

 

 

 

2.1

 

Dupa! Dupa! Dupa!

 

Jak to ona miała na imię?

Prawdziwe nie zmyślone

 – zmyślone nie prawdziwe

I przypominam tego durnia Humberta,

Jak papuga:

Lo-li-ta…

Lo-li-ta…

 

No tak…

Uczę się ciebie na pamięć

Z zamkniętymi oczami…

Z szeroko zamkniętymi oczami?

 

Nazwa analitycznie bezprzedmiotowa?

Nonsens!

 

A jak to było w moim przypadku?

Lepiej zajrzę do dziennika

Musiałem to sobie zanotować

Przecież tak…

Bardzo się starałem

Jak papuga:

 

„Kor – del – ia”

 

KOR?

DEL?

JA?

 

 

2.2

 

KOR – Komitet Obrony Robotników?

To już było…

 

DEL – taki koncern, komputery chyba?

Raczej wypadłem z obiegu

 

Ja…Zaraz jak to było?

Poniedziałek ja…Wtorek ja…

Ja to tak mało…

A tak mamy niezły trójkąt…

 

Dwaj mężczyźni w jednej k

Czy raczej dwie kobiety w M jeden…

Dwie kobiety pod jednym dachem?

 

Przereklamowana to przyjemność,

Nawet jeśli mówimy o dachu domu publicznego…

 

Słyszałem, że przed okupacją paryski burżuj

Niekiedy zabierał ze sobą małżonkę do burdelu…

I albo kobiety się nie dogadały, bo

Na wstępie jedna pani drugiej pani zapytała,

Dlaczego taka bez kostiumu…

Albo dwie kobiety się ze sobą dogadają,

Zaczną jak to kobiety…trajkotać…

 

Czyli pozostanę wierny mojej podstawowej zasadzie:

To i tego, i tamtego…

Będziesz żałował

 

 

 

2.3

 

Historia paktu i ja:

Kor – del- ia!

 

Kombinuję jak koń pod górę,

Zamiast od razu sobie przypomnieć

O małomównej córce króla Leara:

 

„Ja nic nie powiem

Ja kocham bez słów”

 

Bo to pięknie być zakochanym

Zgadzam się z Tobą całkowicie

Mój Przyjacielu

 

Ale jeszcze piękniej

jest wiedzieć o swoim stanie

 

Bo nie jest sztuką uwieść dziewczynę,

Lecz sztuką jest znaleźć dziewczynę,

Godną uwiedzenia

 

Nie pikantną mężatkę,

Nie zwykłą dzierlatkę,

Lecz małomówną córkę króla

 

Znalazłem ją:

Kor-del-ia..

 

 

 

 

2.4

 

Co zamierzam uczynić z Kornelią?

 

Opowiem Ci zatem,

Z pikantnymi, a także

nużącymi szczegółami:

 

Jak krzyżowały się nasze drogi,

Jak pojawiałem się,

Jak znikałem…

 

Krzyżowały się nasze drogi,

Gdyż zamierzałem uczynić ją wolną

Nie chciałem jej związywać

I jeśli istnieje…

 

Jakaś poręczna metafora

Dajmy na to obrazek,

Na określenie kogoś,

Kim jestem:

 

Przenoszę

Dziewczyny

Na drugi

Brzeg rzeki…

 

Taki ze mnie gentleman!

Cacy facet…Perfect!

 

 

2.5

 

Było nas trzech

W każdym z nas inna krew

Ale jeden prześwięcał nam cel

 

Tak? Nie?

Linia prosta –

Cel

 

A trzy plus jeden

To cztery

 

Namiętność podniesiona do kwadratu

Cztery boki…

Cztery kąty proste…

Zapraszamy do ringu

Zapraszamy do narożników

 

Zaraz będzie…

Mordobicie…

No dalej!

Ia!

Włoski ogierze…

 

Osobliwy to obrazek…

Ale jeden prześwięcał

Nam cel:

 

Gdzieś już to widziałem?

 

 

2.6

 

Niemiecka przypowieść o synu marnotrawnym

W dodatku z podwójną randką:

Marta, Małgorzata, Edward i ja…

 

Ale sam już nie wiem, kto był:

Tutaj doktorem Faustem,

a kto Mefistofelesem…

 

Miłość tego ostatniego nie może być true…

True? No tak…Sad but true…

Bo jakby to powiedzieć…

Edward nie przypomina Fausta,

chociaż bywa trochę nudnawy…

 

Edward również nie przypomina Mefistolesa…

Ani z niego doktor,

Ani uwodziciel

 

A ja?

Przecież nie przyprawię sobie rogów…

 

A z wykształceniem…

To ja mam coraz mniej wspólnego…

 

Więc:

Please take my hand…

 

2.7

 

W jaki sposób dostałem się do zacnego grona?

 

Ciotka!

Ktoś musiał zabawiać ciotkę…

Bo Edward próbował szczęścia z Kordelią…

 

Metodą prób i błędów,

Która jak wiadomo,

Nie jest żadną metodą…

 

Natomiast sposobem ciotki był dekolt…

 

Była mnie ciekawa…

Chwaliła mnie…

 

No i bardzo jej zależało

Na życiu akademickim

 

W niepewnych czasach,

To pewna posada…

 

I tak przebrnąłem z nią…

Wszystkie fakultety…

 

Cóż…

„Gdy miłujemy –

znosimy najstraszniejsze niewygody,

długie marsze, ciężkie noce,

srogie chłody”…

 

 

 

2.8

 

Mój drogi przyjacielu,

Naprawdę jesteś taki naiwny…

 

Na serio sądzisz?

Że zbliżyłbym się do Kordelii,

Polegając jedynie na szczerości i zaufaniu?

 

„Love is battlefield”

A tam wszystkie chwyty

Są dozwolone…

 

Nawet mnie to bawiło,

Że ona nie potrafi mnie rozgryźć…

Właściwie:

Po co tutaj przychodzę?

 

Kształtować miłym paniom:

Zmysł kulturalny

I gust literacki?

 

W towarzystwie prostodusznego Edwarda,

Któremu ponoć napisałem pracę licencjacką?

 

Kiedy? Kiedyś.

Nie rozmawialiśmy przecież o jej temacie

 

Najwidoczniej,

Podobnie jak Ty,

Nie rozumiała mnie…

 

3.1

 

Przenikliwość?

Nie zawsze jest matką przenikliwości…

Otóż wyobraź sobie Przyjacielu,

Że zostaliśmy przyjaciółmi:

Edward i ja..

 

Połączyło nas coś pięknego,

Prawdziwa męska zażyłość…

 

Nie dla przyjemności,

Nie dla korzyści,

Ale dla tych…no…

Ateńskich wieczorów…

 

Czyż Kordelia nie przypominała bogini?

Właśnie…

Cały czas…

Cały czas o niej mówiliśmy…

Jaka ona piękna…

Jaka ona mądra…

Mało mówi…

 

Biedaczysko…

Buzi-buzi …

Zakochał się…

 

Ach!

Westchnę i ja…

Jest coś pięknego w tej dziecinadzie…

 

 

3.2

 

Nieraz Ci mówiłem,

Że komunikacja  jest udanym nieporozumieniem…

Odepchnięciem wzajemnego niezrozumienia…

I tak jest w naszym wypadku…

Nasza zgoda wynika z wzajemnego…

Niezrozumienia…

 

A mój stosunek do Koedelii…

Edwardzie jest…

Czystoduchowy…

(Co w sumie nie jest czymś nijakim,

W stosunku do młodej dziewczyny?)

 

A moja metoda jest wygodna,

to par excellance wygoda…

Bo ktoś,

kto zachowuje się jak kawaler…

Zwłaszcza jak jest starym kawalerem, starym koniem

Wzbudza podejrzenia… Opory…

 

Unikam ich…Najlepiej, jakby mi sami

Powierzali pilnowanie dzierlatki…

 

To dobre, być dobrym kumplem, nie?

Dobra metoda jest zbyt powolna

Wymaga cierpliwości

I opanowania…

 

 

 

 

 

 

3.3

 

Za dnia gadam z ciotką o:

Grantach, stypendiach, wyjazdach zagranicznych…

 

A w nocy:

Nie jestem znów taki Faust

Nie przyjmuję uścisku czarciej łapy…

 

Tylko idę pod okno

Zawyć jak wilk

 

Uwierzysz w taką metamorfozę,

Mój przyjacielu?

 

Nie dbam o to,

Bo ja na nic nie liczę,

I gardzę rozsądkiem,

Podobnie jak dialektyką,

Wspartą rachunkiem prawdopodobieństwa…

 

Bo przeważnie ludzie są

 cnotliwi w dzień,

A grzeszą w nocy, a ja?

 

Co Ci powiem o sobie?

Wyczerpię mą melancholię…

W kolejnym pseudonimie?

 

Przećwiczmy to jeszcze raz!

 

 

3.4

 

Aż tak bardzo zależy Ci na prawdzie?

To powiem Ci szczerze,

Twój list zmęczył mnie…

 

Prawdę mówiąc,

Przypominasz chełpliwego Edwarda,

Edward zagaduje Kornelię,

Edward zanudza mnie…

 

Do tego jeszcze ta strasznie rozmowna ciotka…

Już dawno stamtąd bym uciekł,

Gdyby nie Kordelia,

Która dla zabawy,

Podsłuchuje,

Podpatruje;

Ciotkę i mnie…

 

A Edward ciągle gada, nie doceniając nieśmiałości

A ciotka powtarza mi co do joty, czego się nasłuchała:

O grantach, o stypendiach,

O projektach, o wyjazdach…

 

Nadziwić się nie może,

Że nigdzie nie wyjechałem,

Że właściwie…

 

Nic nie robię

Nic konkretnego

Ani niekonkretnego

 

 

 

3.5

 

Z tego wszystkiego zatroszczyłem się o Edwarda

Najwyraźniej brakuje mu równowagi,

Nie kroczy drogą środka…

 

Dla Kordelii, to on zbyt gadatliwy,

Nie słucha – nadaje…

A przy mnie,

To niby taki skromny.

Czyż skromność nie zawsze jest fałszywa?

 

Ale Edward się stara,

Jak nasz reprezentacja,

Czasami kupi nowy frak,

Połknie jakiś kij czasem;

 

Dziękuje,

Dziękuje mi,

Wręcz mnie adoruje….

 

Przywiązany?

Dowody jego wdzięczności są wręcz niesmaczne

 

Dla dziewczyny, to tyle, co być asystentem asystenta…

On zawsze może liczyć na awans poziomy,

Bo każdy nieudacznik zasługuje na drugą szansę,

 

Ale u innej kobiety

 

 

3.6

 

Powoli przechodzę do działań zaczepnych,

Wkładam w kij w mrowisko,

Rzucam ironiczną uwagę…

 

Na temat ludzi:

Lenistwa, tchórzostwa, hipokryzji!

 

To wystarczy, aby wzbudzić uczucie niedosytu,

A co za tym idzie,

Umiarkowane zainteresowanie…

 

A mi powoli brakuje umiaru…

Tracę swą równowagę

Nieraz ich śledziłem;

Nie Edwarda, ale Kornelię…

 

Sam z siebie szydziłem,

Wszczynając te obserwacje,

 

Bo jeśli bym ich zaprzestał,

To bym żałował,

A jeśli by me nada kontynuował,

To bym także żałował…

 

Zostałem poniekąd zmuszony

Do szukania prawdy

 

Dlatego można kochać wiele jednocześnie…Każdą inaczej…

 

Bo kochać jedną to za mało..

Wszystkie? Lekkomyślność…

 

3.7

 

I cóż takiego odkryłem?

Do jakich wniosków doszedłem?

 

Musze pozbyć się Edwarda!

Posuwa się za daleko!

Moja cierpliwość już się nie opłacać!

 

Jeszcze jej coś wyzna?

Jeszcze czymś ją poczęstuje?

I co z tego?

 

Pewnie dostanie kosza,

Wyłga się jak wiejska przekupa:

„Oj tam, oj tam” –

A Kordelia w końcu się przejmie –

Wzruszy…

 

Jeszcze sama się oświadczy –

Te nowoczesne kobiety

Jak tu z nimi cokolwiek planować?

No normalnie dramat!

 

Dlatego postanowiłem wziąć sprawy

W swoje lewe ręce

Zaskoczyć uroczą Kornelię,

 

Sponiewierać wiernego psa…

 

 

 

 

 

3.8

 

To był istny Blitzkrieg!

Ubrałem kapelusz.

Zdjąłem kapelusz

 

Nastroiłem głos

Wykręciłem z oczka łezkę…

Zbliżyłem się do niej…

 

Ona mnie wzięła za marzyciela…

A nad marzycielem ona posiada przewagę…

 A ona lubi mieć przewagę,

więc lubi marzyciela

 

Nie potrzebuje do niego wysokich obcasów.

Uśmiechnęła się z wyższością,

Poszła sobie dalej…

 

Kilka dni później spotkałem ją znowu,

Zaśmiała się…

Cierpliwość jest jednak znakomitą cnotą…

Bo kto się śmieje ostatni, ten się śmieje najlepiej…

 

Powiedziałem Edwardowi, że zakochałem się…

Edward powiedział Kordelii, a ja Kordelii:

Po raz pierwszy w życiu oświadczyłem się,

To coś innego niż wyznawać miłość,

Dlatego musiałem parokrotnie przetrenować ten wariant;

Byłem konwencjonalny do bólu

- skuteczny

 

 

 

4.1

 

No to kochanie mamy związek!

Tak, to prawda

Związałem się…

 

Długo się nad tym nie zastanawiała…

Jest w końcu kobietą

- młodą kobietą…

 

Młodą do tego stopnia,

Że jestem gotowy uwierzyć w jej dziewictwo…

 

Naiwność!

Już prawie zapomniałem:

Kim jesteśm

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się